Beschreibung
Produzent: Piotr Emade Waglewski
Komponist: Piotr Emade Waglewski
Texter: Bartosz Fisz Waglewski
Songtext und Übersetzung
Original
Mieszkałaś na czternastym piętrze. To wysoko. Czternaste piętro, ursynowski
Mordor.
Zjeżdżając windą zaczynał się ten horror, choć u ciebie było interesująco, bo wbrew pogłoskom nie byłaś takie niewiniątko.
Ale każdy horoskop przepowiadał nam niezgodność.
Różnił nas światopogląd na życie i w ogóle, to w horoskopy ja nie lubię, a myśli mam zepsute. Ja wolałem Wu-Tang i Gorgoroth.
Ty jarałaś się Madonną, U2 i Bono. To i tak całkiem cenna była to znajomość.
Tylko ta pieprzona wysokość na czternaście pięter. Winda na szafot.
Włącz dyktafon.
Nieśmiało, jak czuły narrator, opowiem ci, dlaczego pieprzone czternaste piętro to wysoko.
To wysoko.
Wracam. Czternaste piętro. Drzwi się otwierają.
Odzierają mnie z godności te wszystkie windy prosto ze stolicy, z bloku wielkiej płyty.
Guziki w windzie podpalone jak knoty zniczy.
Smród spalenizny, kwaśny zapach jak ocet w windy. Stęchlizna to zapach naszego dzieciństwa.
Przez kurtkę i sweter przenika jak czarna materia przez nasze ciała. Zamykają się drzwi.
Cała trzeszczy jak oszalała, robiąc całej klatce hałas, bo winda piszczy jak Maria Callas, więc parskam śmiechem jak Harris Kamala. Skandal! To winda, iskra mego życia.
Czternaste piętro. Jestem wewnątrz całą podeszwą.
Wewnątrz jak dziecko w łonie matki. Bliźniaki, rodzeństwo. Pieprzone czternaste piętro.
To wysoko.
Pieprzone czternaste piętro.
To wysoko.
Winda zatrzymuje się na dwunastym piętrze.
Ledwo widzę w tym świetle, bo żarówka mruga jak ciała niebieskie. Ale już czuję zapach i widzę tą, tę ekspresję.
Wchodzi typ z wielką tą, tą torbą. W torbie butelki.
Smród diabelski, smród nieziemski, bo to nie abstynent, prędzej absynt.
Dwa odległe światy, dwa bieguny jak bipolarny. A w zielonej torbie z Żabki tłuką się szklane małpki.
Marzę o tym, by być niewidzialny, więc stoję jak wmurowany, a los jest brutalny.
Wsysa mnie jak Heweliusza Bałtyk.
Winda rusza, a on przemawia, bo jest wygłodniały ludzkich relacji, więc mówi, że oj, oj. . . A to dopiero dwunaste piętro.
Ja sytuację oceniam jako beznadziejną. Czekam na zesłanie Ducha
Świętego. Pieprzone czternaste piętro.
To wysoko.
Winda rusza, ale dalej jest jeszcze gorzej.
Jak to się mówi, jest na noże, więc aktualizacja.
Na dziesiątym wchodzi pani, trwała ondulacja, na smyczy z pieskiem chihuahua, więc zaczyna się zabawa. Wąchanie mego jaja, jajów dwóch.
Pocę się, jakbym przybijał gwóźdź, bo szczeka to zwierzę uprawia seks z moją nogą z ogromną czułością. Ach, jak uroczo! Choć satysfakcję mam znikomą.
Na szóstym wchodzi dzieciak z piłką koszykową i je w lampę. W windzie ciemno.
Cierpliwość jest cnotą, a życie jest lekcją.
A teraz to godzina zero, bo na piątym wchodzi kobieta w ciąży. Winda staje między piątym a czwartym, w połowie drogi.
Taki zbieg okoliczności.
Życie bywa kolorowe jak lakier do paznokci, a ja bardzo serdecznie proszę panią, by w zaistniałej sytuacji tu nie rodzić.
Mija pięć minut, dziesięć, piętnaście.
No, nie mamy fuksa, bo w całym budynku światło gaśnie, jak i gaśnie mój entuzjazm, bo pani mówi coś o skurczach. Czuję, że buzuje we mnie ogień, wulkan.
Może byłoby lepiej, gdybym w tej chwili umarł i w tych czeluściach spróchniał, bo mam bardzo złe przeczucia.
Pies szczeka, pijany dyszy, kobieta piszczy jak harmonijka ustna.
A miało być tak bajecznie, sielsko, ale zmienił się wektor i nie jest lekko.
Kończy się ten tekst puentą: zostanę astronautą i zamiast windy wystrzelę się rakietą. A teraz odbiorę poród i wykasuję twój telefon.
A wszystko przez to pieprzone czternaste piętro, bo to wysoko.
Czternaste piętro.
Pieprzone czternaste piętro.
Deutsche Übersetzung
Sie wohnten im vierzehnten Stock. Das ist hoch. Vierzehnter Stock, Ursynowski
Mordor.
Als ich den Aufzug herunterkam, begann das Grauen, obwohl es in Ihrem Fall interessant war, weil Sie entgegen den Gerüchten gar nicht so unschuldig waren.
Aber jedes Horoskop sagte Unvereinbarkeit voraus.
Wir hatten unterschiedliche Weltanschauungen über das Leben und im Allgemeinen mag ich keine Horoskope und meine Gedanken sind verdorben. Ich bevorzuge Wu-Tang und Gorgoroth.
Du warst begeistert von Madonna, U2 und Bono. Dennoch war dieses Wissen sehr wertvoll.
Nur so verdammt vierzehn Stockwerke hoch. Aufzug zum Gerüst.
Schalten Sie den Rekorder ein.
Schüchtern, wie ein zärtlicher Erzähler, erzähle ich dir, warum der verdammte vierzehnte Stock hoch ist.
Das ist hoch.
Ich komme zurück. Vierzehnter Stock. Die Tür öffnet sich.
All diese Aufzüge direkt aus der Hauptstadt, aus dem Wohnblock, berauben mich meiner Würde.
Aufzugsknöpfe leuchteten wie Kerzendochte.
Ein brennender Geruch, ein saurer Geruch wie Essig im Aufzug. Muffig ist der Geruch unserer Kindheit.
Es dringt durch Jacken und Pullover wie schwarze Materie durch unseren Körper. Die Tür schließt sich.
Das Ganze knarrt wie verrückt und macht Lärm im ganzen Käfig, denn der Aufzug quietscht wie Maria Callas, also breche ich in Gelächter aus wie Harris Kamala. Skandal! Das ist der Aufzug, der Funke meines Lebens.
Vierzehnter Stock. Ich bin mit meiner gesamten Sohle drinnen.
Drinnen wie ein Baby im Mutterleib. Zwillinge, Geschwister. Verdammter vierzehnter Stock.
Das ist hoch.
Verdammter vierzehnter Stock.
Das ist hoch.
Der Aufzug hält im zwölften Stock.
Ich kann in diesem Licht kaum etwas sehen, weil die Glühbirne wie Himmelskörper blinkt. Aber ich kann es schon riechen und diesen Ausdruck sehen.
Ein Typ kommt mit dieser großen Tasche herein. Flaschen in der Tasche.
Der Gestank ist teuflisch, ein unheimlicher Gestank, denn es handelt sich nicht um Abstinenz, sondern um Absinth.
Zwei entfernte Welten, zwei Pole wie bipolar. Und in der grünen Tüte von Żabka zerbrechen Glasaffen.
Ich träume davon, unsichtbar zu sein, also stehe ich wie verwurzelt da und das Schicksal ist brutal.
Wie Hevelius saugt mich die Ostsee in ihren Bann.
Der Aufzug startet und er spricht, weil er hungrig nach menschlichen Beziehungen ist, also sagt er oh, oh. . . Und das ist erst der zwölfte Stock.
Ich schätze die Situation als aussichtslos ein. Ich warte auf die Sendung des Geistes
Heiliger. Verdammter vierzehnter Stock.
Das ist hoch.
Der Aufzug setzt sich in Bewegung, aber es wird immer schlimmer.
Wie das Sprichwort sagt, geht es um Messer, also ein Update.
Um zehn Uhr kommt eine Dame mit Dauerwelle und einem Chihuahua an der Leine herein und der Spaß beginnt. Ich schnüffele an meinem Ball, zwei Bällen.
Ich schwitze, als würde ich einen Nagel einschlagen, weil das bellende Tier mit großer Zärtlichkeit Sex mit meinem Bein hat. Oh, wie schön! Obwohl ich wenig Zufriedenheit habe.
Im sechsten Stock kommt ein Kind mit einem Basketball herein und frisst in die Lampe. Im Aufzug ist es dunkel.
Geduld ist eine Tugend und das Leben ist eine Lektion.
Und jetzt ist es null Uhr, weil um fünf Uhr eine schwangere Frau hereinkommt. Der Aufzug hält zwischen fünf und vier auf halber Strecke.
So ein Zufall.
Das Leben kann so bunt sein wie Nagellack und ich möchte Sie bitten, in dieser Situation hier kein Kind zu gebären.
Fünf Minuten vergehen, zehn, fünfzehn.
Na ja, wir haben Pech, denn im ganzen Gebäude gehen die Lichter aus, und auch meine Begeisterung geht aus, weil die Dame etwas von Wehen sagt. Ich habe das Gefühl, als würde in mir ein Feuer toben, ein Vulkan.
Vielleicht wäre es besser, wenn ich jetzt sterbe und in diesen Tiefen verrotte, denn ich habe ein ganz schlechtes Gefühl.
Der Hund bellt, der Betrunkene keucht, die Frau quietscht wie eine Mundharmonika.
Es sollte so fabelhaft und idyllisch sein, aber der Vektor hat sich geändert und es ist nicht einfach.
Dieser Text endet mit der Pointe: Ich werde Astronaut und statt eines Aufzugs werde ich mich in eine Rakete begeben. Jetzt werde ich das Baby zur Welt bringen und Ihr Telefon löschen.
Und das liegt alles an der verdammten vierzehnten Etage, weil sie hoch ist.
Vierzehnter Stock.
Verdammter vierzehnter Stock.